Kibice o karze dla Sainza: pięć sekund to za mało
Hiszpan nie ustąpił pod niebieskimi flagami i zderzył się z dublującym go Piastrim. Sędziowie dali tylko pięć sekund, bo uznali, że McLaren był poza jego polem widzenia.
Grand Prix Węgier skończyło się w niedzielę, ale w poniedziałek w polskich dyskusjach o Formule 1 najwięcej miejsca zajmował nie zwycięzca, tylko Carlos Sainz — kierowca z końca stawki.
Sainz był dublowany i długo nie ustępował. Z jego kamery pokładowej widać, że na 38. okrążeniu minął siedem paneli migających na niebiesko, zanim doszło do kontaktu z Oscarem Piastrim. Sędziowie dali Hiszpanowi pięć sekund zamiast standardowych dziesięciu, bo uznali, że McLaren nie był dla niego widoczny tuż przed manewrem; sam Sainz mówił o awarii systemu niebieskich flag. I to właśnie ta liczba wywołała awanturę. Przy takim materiale wideo kara wygląda jak formalność.
Zapłacił kto inny. Piastri ruszał z trzeciego pola i nie dowiózł ani jednego punktu — po kolizji jechał dalej, ale na 55. okrążeniu zatrzymała go awaria skrzyni biegów. McLaren wyjechał z Węgier z 220 punktami i wciąż traci 87 do Ferrari, a Australijczyk spadł na siódme miejsce wśród kierowców z 92 punktami. Sainz kończy pierwszą część sezonu piętnasty z sześcioma punktami, Williams jest dziewiąty wśród konstruktorów z jedenastoma.
Ten sam weekend dał kibicom drugi temat, tym razem bez zarzutów wobec Hiszpana. W sieci krąży opublikowany przez Formułę 1 pomiar 358 km/h przy jego nazwisku — bez informacji, na którym torze i w której sesji go zarejestrowano. Na Hungaroringu taka wartość byłaby sensacją: najszybciej zmierzono tu dotąd Kimiego Räikkönena, 322,2 km/h w 2019 roku, a w sobotnich kwalifikacjach pomiary prędkości wygrały Alpine'y Colapinto i Gasly'ego. Tydzień wcześniej w Spa, gdzie prędkość maksymalna zawsze była atutem toru, najwyższy pomiar należał do Antonellego — 328 km/h na Kemmel, o 13 km/h mniej niż rok wcześniej.
Widać po tym, gdzie jest dziś Formuła 1. Nowe bolidy mają mniej docisku, są o kilka sekund na okrążeniu wolniejsze od zeszłorocznych, a na długich prostych tracą prędkość przez odzysk energii. Rośnie za to różnica między samochodem walczącym o czoło a takim, który jeździ poza punktami i musi się usuwać. Im ona większa, tym częściej dublowanie kończy się kontaktem zamiast grzecznym zjechaniem na bok.
Problem z karą dla Sainza jest prosty: nikt nie potrafi wskazać, co ona właściwie zabrała. Pięć sekund kierowcy poza punktami nie zmienia nic. Piastriemu weekendu nie odda już nikt. Do Zandvoort i 23 sierpnia zostało dość czasu, żeby przemyśleć taryfikator.
Redakcja f1.pl