Felietony
16.09.08Ostry styl
Lewis Hamilton to kierowca, który lubi jeździć na krawędzi. Liczne, spektakularne manewry wyprzedzania, nierzadkie błędy, popełniane głównie w treningach ale też doskonałe czasy okrążeń – to znak rozpoznawczy pierwszego czarnoskórego kierowcy Formuły 1.
Brytyjczyk jednak sięga limitów także w trakcie pojedynków na torze. Wypchnięcie rywala na mokrą trawę przy prędkości 260 km/h to już zagranie, które budzi co najmniej mieszane uczucia.
Entuzjaści chwalą agresję Hamiltona, wspominając ostry i spektakularny styl jazdy Ayrtona Senny czy też Michaela Schumachera. Dzięki Lewisowi na torze znowu mamy sporo akcji oraz błyskotliwych manewrów oraz jazdę na granicy fair play (a czasami także poza nią). Mi popisy kierowcy McLarena bardziej kojarzą się ze stylem Juana Pablo Montoi, który również był wybitnie szybkim i pewnym siebie kierowcą. Potrafił wyprzedzać rywali co najmniej z równie wielką finezją, odwagą i wiarą w to, że się uda. Jego ataki, choć zapierały dech w piersiach, dosyć często kończyły się kraksą lub wypadnięciem z toru.
Hamiltonowi niedaleko już do „skuteczności” Kolumbijczyka – warto przypomnieć choćby wycieczkę poza obręb jezdni w zeszłorocznej Grand Prix Brazylii, podczas zupełnie niepotrzebnego i pozbawionego szans na powodzenie ataku po zewnętrznej stronie szybkiego łuku. Lewis wrócił co prawda na tor, ale tak zagotowany, że po chwili przypadkiem wcisnął przycisk ogranicznika prędkości (McLaren do dzisiaj stanowczo zaprzecza tej informacji) i stracił kolejne lokaty, a wraz z nimi tytuł mistrza świata.
Podczas Grand Prix Włoch Hamilton wywiózł na trawę walczącego z nim Timo Glocka - na mokrym torze przy prędkości 260 km/h. Nie dziwi irytacja niemieckiego kierowcy. Nie jest to głupi błąd debiutanta a la Nakajima, lecz wyrachowane działanie. Takich rzeczy kolegom z toru raczej się nie robi. Także Kubica nie raz już doświadczył podobnego traktowania ze strony gwiazdora McLarena.
Wystarczy wspomnieć zeszłoroczną Grand Prix Japonii, kiedy na przemoczonym torze Fuji Polak „upolował” nowo koronowanego króla jazdy w deszczu i wykorzystując jego błąd zaatakował po wewnętrznej. Podczas gdy Robert jechał idealnym torem przejazdu przez zakręt, Lewis wracał właśnie na trasę po wyasfaltowanym poboczu i nienaturalnie przyciął do wewnętrznej krawędzi wirażu. Nie przejął się faktem, że właśnie w tym miejscu znajduje się bolid Kubicy. Co najciekawsze po tym zderzeniu Polak dostał kuriozalną karę.
Takie obrazki na co dzień widuje się w polskich wyścigach, ale w Formule 1 to raczej rzadko spotykane akcje i bardzo mi się to podoba. Dlatego z całym podziwem dla odwagi, talentu oraz techniki Hamiltona nie jestem zachwycony rzeczami, do których potrafi się posunąć. Czasami taka jazda może doprowadzić do tragedii.
Cezary Gutowski
- Zobacz także:
- Prawdziwe skandale24.07.2008
- Wierzchołek góry18.07.2008
RSS FEED




