Felietony
24.09.08Deszczowy koszmar faworytów
Trzy spośród ostatnich sześciu Grand Prix rozgrywane były w zmiennych warunkach atmosferycznych. Kaprysy pogody sprawiły, że widowisko było naprawdę pasjonujące.
Deszcz pozwolił zabłysnąć kierowcom, którzy z reguły nie mają szans na walkę o punkty czy też miejsca na podium. Kibice, widząc ciemne chmury nad torem, mogą zacierać ręce w oczekiwaniu na emocjonujący i kompletnie nieprzewidywalny wyścig.
W tym roku mamy w kalendarzu nocną Grand Prix, rozgrywaną przy sztucznym oświetleniu. Może warto zastanowić się nad wyścigiem odbywającym się w sztucznym deszczu? Tegoroczne zawody w Monako, Wielkiej Brytanii, Belgii czy we Włoszech, zeszłoroczne Grand Prix Europy, Japonii czy też Chin – dramaturgią któregokolwiek z tych wyścigów można spokojnie obdzielić kilka w pełni suchych weekendów.
Sztuczne zraszanie toru to z pewnością dobry pomysł na ożywienie skostniałej Formuły 1. – Jeśli pozostałe wyścigi w tym sezonie będą odbywały się w normalnych warunkach, to ciężko będzie utrzymać się w pierwszej trójce mistrzostw świata – powiedział po wyścigu na Monzy Robert Kubica. Polak podkreślił, że jeśli pogoda nie sprawia żadnych niespodzianek, to jego zespołowi wciąż dużo brakuje do Ferrari czy McLarena.
W deszczu faworyci nie czują się pewnie, bo muszą się liczyć z niespodziewanymi porażkami. W zmiennych warunkach pogodowych słabsi – mając niewiele do stracenia – mogą ryzykować choćby z innym ustawieniem samochodów i w rezultacie pokusić się o osiągnięcie sensacyjnego wyniku.
Najbliższe wyścigi – Singapur, Japonia czy Chiny – także mogą być urozmaicone opadami deszczu. Martin Whitmarsh z McLarena jest jednak pewien, że jego podopieczny, aktualny lider klasyfikacji mistrzowskiej, poradzi sobie w takich warunkach. – Lewis [Hamilton] jest bardzo groźny w deszczu i możemy się spodziewać, że skorzystamy na kaprysach pogody.
Wbrew oczekiwaniom Whitmarsha może się okazać, że w nierównej walce deszczowych chmur z kierowcami i inżynierami zwycięży pogoda, kolejny raz reżyserując kompletnie nieprzewidywalny i zaskakujący spektakl. Hamilton już pokazał, że w deszczu potrafi być rzeczywiście groźny – ale czasem sam dla siebie. Nawet bez sztucznego zraszania toru.
Mikołaj Sokół
- Zobacz także:
- Decydujące, dziesiąte miejsce18.07.2008
RSS FEED




