Felietony
18.07.08Decydujące, dziesiąte miejsce
Kibice Formuły 1 od dawna nie byli świadkami tak emocjonującej i wyrównanej rywalizacji na torach Grand Prix. Dokładnie w połowie sezonu 2008 czołową czwórkę w klasyfikacji mistrzostw świata dzielą zaledwie dwa punkty, a żaden zawodnik nie przekroczył jeszcze bariery 50 punktów.
Taki dorobek po dziewięciu wyścigach sezonu nie jest imponujący – za zwycięstwo przyznaje się przecież aż 10 oczek.
O tym, jak ważny jest każdy punkt, przekonali się już w zeszłym roku Lewis Hamilton i Fernando Alonso. Kierowcy McLarena zostali pokonani właśnie o jeden punkt przez Kimiego Raikkonena. Wiele wskazuje na to, że także w tym sezonie walka będzie trwała do samego końca i tak pozornie nieistotna zdobycz, jak choćby punkcik wywalczony przez Raikkonena w inaugurującej sezon Grand Prix Australii, może mieć w ostatecznym rozrachunku ogromne znaczenie.
Czołowi zawodnicy stracili już bardzo dużo punktów w tym sezonie. Felipe Massa pluje sobie w brodę za potknięcia w Australii czy Wielkiej Brytanii. Kraksa w alei serwisowej podczas Grand Prix Kanady zapewne śni się po nocach Hamiltonowi. Raikkonen chce jak najszybciej zapomnieć o wpadkach z Monako, a Robert Kubica żałuje straconych szans z Melbourne czy Silverstone. Bez tych wpadek układ w tabeli na półmetku sezonu mógłby być zupełnie inny.
Co ciekawe, swoją wagę mają też te występy, w których zawodnicy nie zwiększają swojego konta punktowego. O kolejności w mistrzostwach przy równej liczbie punktów decyduje lepszy bilans wyższych pozycji na mecie. Po Grand Prix Wielkiej Brytanii Hamilton i Massa mają dokładnie taki sam układ miejsc punktowanych.
W tej sytuacji kierowca McLarena zawdzięcza pozycję lidera w mistrzostwach… dziesiątej pozycji w Grand Prix Francji. Pozornie był to dla niego bardzo nieudany wyścig – po karze za incydent w boksach podczas Grand Prix Kanady Lewis ruszał do wyścigu z trzynastego pola i dodatkowo otrzymał karę przejazdu przez boksy za ścięcie szykany przy wyprzedzaniu Sebastiana Vettela. Dopiero dziesiąte miejsce na mecie należałoby uznać za porażkę, gdyby nie fakt, że to właśnie dzięki temu Hamilton po wygranej w Silverstone objął prowadzenie w mistrzostwach.
Z kolei Massa w pełnym błędów wyścigu w Wielkiej Brytanii zajął dopiero trzynaste miejsce. Gdyby utrzymał nerwy na wodzy i ukończył zawody przynajmniej cztery pozycje wyżej, to mimo zerowej zdobyczy punktowej to on prowadziłby teraz w mistrzostwach. Jak widać, nawet miejsca poza punktowaną ósemką mogą mieć w tym sezonie decydujące znaczenie w walce o mistrzowskie tytuły.
Mikołaj Sokół
- Zobacz także:
- Deszczowy koszmar faworytów24.09.2008
RSS FEED




