Felietony
18.07.08Wierzchołek góry
Podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii Robert Kubica popełnił błąd – tak w prostych słowach można skwitować ostatni występ naszego rodaka.
Formuła 1 jest jednak dyscypliną, w której rzeczy z pozoru oczywiste tak naprawdę są zazwyczaj niezwykle skomplikowane. Dlatego fani tego sportu nigdy nie powinni poszukiwać prostych wyjaśnień i ślepo wierzyć w każde prasowe oświadczenie.
Po nitce do kłębka. Kubica wypadł z toru, ale... na środku prostej. Jak to w ogóle możliwe, że nie jadąc w zakręcie, nie naciskając na pedał hamulca, lecz z gazem w podłodze, na prostym odcinku – kiedy jazda jest najłatwiejsza – kierowca popełnia błąd?
Niezwykłe, nieprawdaż? Być może jednak za słowem „aquaplaning” kryje się coś więcej, niż zwykła wymówka? Być może moment, kiedy pędzący bolid zaczyna ślizgać się płaską podłogą po powierzchni głębokiej kałuży faktycznie może być wyjątkowo kłopotliwy? Kiedy kontakt z asfaltem tracą cztery koła, przy prędkości 240 km/h kierowca nie może już nic zrobić. Pozostaje nadzieja, że auto nie zacznie się obracać, bo wówczas nie pomoże żadna kontra.
Dlaczego więc jedni kierowcy wypadali z toru, a inni nie mieli problemów z aquaplaningiem? Być może dlatego, że mieli inaczej ustawione bolidy? Może McLaren Lewisa Hamiltona nie ślizgał się tak bardzo po wodzie, ponieważ był wyżej zawieszony i w pełni gotowy do mokrego wyścigu? W takim razie wypadnięcie Kubicy staje się błędem zespołu, ale... nie do końca. Ustawienia bolidu muszą być gotowe przed rozpoczęciem sobotniej czasówki, więc jego dostrajanie czasami zamienia się w loterię. Nikt nie wie tak naprawdę, czy za 24 godziny w ogóle będzie padać, a jeśli tak, to ile będzie wody na torze. Trudno mieć pretensję do inżynierów BMW Sauber, że nie znali przyszłości.
Czemu więc w decydującym momencie nie założyli do bolidu Roberta opon na ekstremalne warunki? Na głębokiej wodzie trzymały się toru znacznie lepiej, a ponadto zwiększyłyby prześwit samochodu, lecz... to wszystko wiemy dopiero teraz. Żaden czołowy kierowca nie dostał takiego ogumienia – wszyscy zmagali się z kałużami na pośrednich oponach typu intermediate. Ferrari i McLaren popełniły dokładnie ten sam błąd – każdy patrzył na ręce konkurencji!
Jak widać wypadek Roberta na Silverstone to coś więcej, niż zwykła pomyłka za kierownicą. Cokolwiek zobaczymy w telewizji czy przeczytamy w serwisie informacyjnym – zazwyczaj jest to wierzchołek góry lodowej. My staramy się odsłonić całą resztę.
Cezary Gutowski
- Zobacz także:
- Ostry styl16.09.2008
RSS FEED




