ANDERSON: Wszystko w rękach FIA
04.03.10
Szef US F1 Ken Anderson zdradził, że na niepowodzenie projektu złożyły się polityczne przepychanki wewnątrz Formuły 1 oraz nie wywiązanie się sponsorów z zawartych z zespołem umów.
W rozmowie z Autosportem, Anderson przyznał, że działania US F1 przebiegały zgodnie z planem aż do początku roku, kiedy na konto ekipy nie trafiły niezbędne do kontynuowania operacji środki. – Zostaliśmy w tyle po tym, jak sprawy ułożyły się w styczniu – mówił Amerykanin potwierdzając przy okazji, że ekipa prowadziła rozmowy z Campos Meta, Stefan GP i Toyotą w celu znalezienia rozwiązania, które pozwoliłoby US F1 stanąć na starcie pierwszego wyścigu sezonu. – Nie zdążyliśmy na testy i naprawdę nie było sensu próbować dołączyć do stawki w innym tegorocznym terminie. Nie ma sensu pokazać się tam, tylko po to, żeby się pokazać. To bardzo źle by wyglądało.
– Chcemy się przegrupować, skończyć samochód, przetestować go późnym latem lub wczesną jesienią i przygotować się na kolejny sezon. Ironia polega na tym, że złożyliśmy zgłoszenie w grudniu 2008 roku i liczyliśmy, że będziemy wiedzieć coś w marcu – opowiadał. – Wtedy weszliśmy do bazy w Charlotte gotowi do działania, ale nasz udział nie został potwierdzony aż do 12 czerwca. Podpisana 31 lipca Umowa Concorde uniemożliwiła nam wcześniejsze rozeznanie się w możliwościach. Strata czterech miesięcy była bardzo trudna do nadrobienia, ale do połowy stycznia wszystko przebiegało zgodnie z harmonogramem. Niestety sponsorzy zawiedli i znaleźliśmy się w patowej sytuacji.
Dalsze losy US F1 będą zależeć od FIA i Anderson liczy na pozwolenie na dołączenie do stawki w sezonie 2011. – Myślę, że decyzja władz pojawi się stosunkowo szybko. Przeciąganie sprawy nikomu nie służy. FIA była bardzo wyrozumiała i pomocna. Nie odnoszę wrażenia, że kieruje nimi mściwość lub chęć dobicia projektu. Zainwestowaliśmy dużo czasu i pieniędzy. Wybudowaliśmy prawdziwą infrastrukturę i mamy na pokładzie wielu ludzi – przekonywał. – Jeśli FIA odmówi, jesteśmy skończeni. Możemy jednak wykonać dobrą robotę. Ten rok tak czy inaczej będzie okresem ograniczenia strat. Zrobiliśmy co mogliśmy, ale kiedy tylko choć trochę zostanie się w tyle, nie da się nadgonić. Federacja rozumie naszą sytuację i zaoferowali rozwiązania, które mają umożliwić nam start w przyszłym roku.
Mimo trudnej sytuacji, z zespołem zostali zarówno dyrektor sportowy Peter Windsor, jak i jeden z pierwszych inwestorów Chad Hurley. – Nikt nikogo nie zostawił. Przyglądamy się możliwościom – nie dzwoniliśmy do prasy mówiąc: „Hej, mamy zamiar rozmawiać z Camposem”. Chcieliśmy zrobić to po cichu – tłumaczył boss US F1. – Rozmawiamy z Chadem codziennie. Jest świetny, zrobił wszystko co deklarował. Zainwestował pieniądze i dał nam szansę ścigania się. Nigdy nie chciał sponsorować zespołu, a możecie sobie wyobrazić, że była to znacząca suma. Peter wrócił do Anglii, ale przecież tam żyje. Mieszkał tu w hotelu przez ostatnie trzy miesiące.
– Czekamy na decyzję FIA, ponieważ w tej chwili nic nie możemy zrobić. Nie ma sensu wydawać pieniędzy na dokończenie auta, jeśli mają nam powiedzieć nie. Jeśli natomiast zgodzą się, wszyscy wrócą pod koniec tygodnia – dodał.
- Kubica w uszkodzonym samochodzie? 31.07.10
- Powiedzieli po kwalifikacjach 31.07.10
- Słodko-gorzka czasówka Saubera 31.07.10
- Mile zaskoczony Rosberg 31.07.10
- Williams liczy na punkty 31.07.10

a i porównanie z Stefanem nie do końca trafne bo on przejmował zespół, który był formalnie zgłoszony i startował rok wcześniej czyli od biedy można było pojechać zeszłorocznym autem z modyfikacjami na bak i inne wynikające z przepisów ...
ale ogólnie to powinni zaprosić Stefana na testy warunkowo, wiedząc że w USF1 maja takie opóźnienia i teraz pozwolić mu na starty ... korona nikomu z głowy by nie spadła a teraz jest zachlapana gnojem