F1 skraca wyścigi od 2027 roku. Będzie 290 km zamiast 305
Piętnaście kilometrów mniej to na typowym torze dwa albo trzy okrążenia. W tym samym sezonie kalendarz rośnie do 24 rund i 10 sprintów.
Komisja F1 zatwierdziła w poniedziałek w Londynie zmianę, która wejdzie w życie w 2027 roku. Dystans wyścigu Formuły 1 spadnie z 305 do 290 kilometrów. Formalnie musi to jeszcze ratyfikować Światowa Rada Sportu Motorowego FIA, która zbiera się 15 października.
W liczbach to niecałe pięć procent mniej. Na torze o długości około pięciu kilometrów — a tyle mierzy większość tras w kalendarzu — z wyścigu wypadną dwa lub trzy okrążenia. Sama w sobie jest to zmiana, której w niedzielne popołudnie nikt nie zauważy.
Ciekawiej robi się, gdy zestawić ją z tym, co F1 ogłosiła kilka dni wcześniej. Kalendarz na 2027 rok to 24 rundy i 10 weekendów ze sprintem. W tym sezonie mamy 22 wyścigi i sześć sprintów: Chiny, Miami, Belgia, Austin, São Paulo i Katar. Za rok dni z walką o punkty będzie wyraźnie więcej, a każdy wyścig główny — krótszy.
Logika jest prosta: więcej weekendów, więcej sobotnich wyścigów, mniej kilometrów w niedzielę.
Coś się przy tym traci. Krótszy dystans to mniej miejsca na strategię i mniej czasu na odrabianie strat. Wyścigi rozstrzygające się na ostatnich okrążeniach, bo ktoś oszczędzał opony przez pół dystansu, potrzebują właśnie tych kilkunastu kilometrów. Sprint tego nie zastąpi — jest na to za krótki.
Zanim zmiana wejdzie w życie, zostało osiem wyścigów w obecnym formacie. Najbliższy w ten weekend w Baku — piętnasta runda z dwudziestu dwóch. Kimi Antonelli prowadzi z 292 punktami, drugi George Russell ma 211, trzeci Lewis Hamilton 191. U konstruktorów Mercedes zebrał 503 punkty, Ferrari 358, McLaren 306.
Przy takiej przewadze lidera piętnaście kilometrów mniej niczego nie zmieni. Ale to pierwszy raz od lat, kiedy Formuła 1 skraca wyścig — i zrobiła to kilka dni po ogłoszeniu kalendarza z rekordową liczbą sprintów.