F1.PL › Russell w Austrii nie gonił, tylko kontrolował wyścig — twierdzi Mercedes

F1

Russell w Austrii nie gonił, tylko kontrolował wyścig — twierdzi Mercedes

Andrew Shovlin tłumaczy, że Brytyjczyk jechał na wyznaczone czasy i oszczędzał opony pod obronę przed Verstappenem — a mimo to znów zbiera więcej krytyki niż pochwał.

Zaraz po Grand Prix Austrii część kibiców uznała, że George Russell w końcówce stracił tempo i ledwo obronił się przed Maksem Verstappenem. Mercedes mówi coś przeciwnego.

Andrew Shovlin z Mercedesa w podsumowaniu wyścigu wyjaśnił, że Russell przez cały dystans jechał dokładnie tak szybko, jak musiał. Zespół podawał mu docelowe czasy okrążeń, a on oszczędzał opony na wypadek, gdyby w ostatnich kółkach trzeba było odpierać Verstappena. Kimi Antonelli, jego kolega z zespołu, jechał na sto procent. Innymi słowy, Russell nie zwalniał z bezradności — trzymał wynik pod kontrolą.

To zmienia obraz tej wygranej. Russell dowiózł ją z pole position i wyprzedził rywala o 1,6 sekundy, ale tę przewagę kontrolował, a nie wydzierał na styk. Od razu odezwali się kibice, którzy dzień wcześniej pisali, że Brytyjczyk „oduczył się jeździć”. Jeden z nich zakpił wprost, że twitterowi eksperci znowu się pomylili.

I tu wraca stały motyw wokół Russella. Mimo takich występów mało który kierowca budzi równie mieszane uczucia. W jednym z podcastów poświęcono osobny odcinek temu, za co go nie lubią — zbyt gładki, zbyt pewny siebie, zbyt poukładany. Sęk w tym, że na torze te cechy działają na jego korzyść.

Liczby są po jego stronie tylko połowicznie. Russell jest drugi w mistrzostwach ze 131 punktami, ale we własnym zespole wyraźnie ustępuje Antonellemu, który prowadzi ze 171. Trzeci jest Lewis Hamilton ze 125. Mercedes spokojnie prowadzi u konstruktorów, ma 302 punkty.

Można Russella lubić albo nie. W Austrii zrobił dokładnie to, co miał — i to na chłodno. W najbliższy weekend jedzie na Silverstone, przed własną publicznością. Zobaczymy, czy znów schowa tempo, czy tym razem będzie go potrzebował do końca.

Źródło: Redakcja f1.pl

← Wróć na stronę główną