Russell wygrywa w Austrii, ale dzień należał do Verstappena
Holender awansował z piątego pola na drugie miejsce, a wygraną odebrała mu nie utrata tempa, lecz zachowawcza strategia Red Bulla.
George Russell wygrał Grand Prix Austrii. Ruszył z pole position, objął prowadzenie na starcie i już go nie oddał. Ale po 71 okrążeniach najwięcej mówiło się nie o zwycięzcy, lecz o kierowcy, który przyjechał drugi.
Max Verstappen dzień wcześniej rozbił bolid w kwalifikacjach i ruszał z piątego pola. W niedzielę pojechał wyścig, który wielu w padoku uznało za najlepszy występ dnia. Na starcie stoczył dwa pojedynki z Hamiltonem, a jego wyprzedzenia Antonellego i Leclerca uznano za jedną z najlepszych akcji sezonu. To było jego dziewiąte podium na Red Bull Ringu — częściej nie stawał na nim nigdzie indziej.
Red Bull w końcu przywiózł działający pakiet. Po tygodniach narzekań na masę bolidu i słabą aerodynamikę zespół wrócił do czołówki. Tempo Verstappena dorównywało Russellowi, a momentami było lepsze. Dlatego tak rozczarowuje końcówka. Zamiast ściągnąć Maxa do boksu przed Russellem i przeskoczyć go strategią, Red Bull postawił na świeższe opony na ostatnie okrążenia. Verstappen gonił, ale zabrakło kilku sekund.
Drugą stronę tego dnia pokazało Ferrari. Na silnikowym torze, który nigdy nie był dla zespołu łatwy, zabrakło prędkości. Hamilton dostał agresywną strategię z dodatkowym postojem, ale nie dała mu tempa — sam przyznał, że bez niej mógł być czwarty, a skończył piąty. Leclerc walczył z turbo i uszkodzonym tylnym skrzydłem, po czym wypadł poza czołówkę. Dwa tygodnie po udanym weekendzie w Barcelonie to spory krok wstecz.
Trzeci był Antonelli, więc na podium stanęły dwa Mercedesy, a między nimi wcisnął się Verstappen. W klasyfikacji wciąż prowadzi Mercedes. Ale ten weekend należał do Red Bulla, który wrócił do gry u siebie, przed rekordową publicznością. Za tydzień Silverstone. Jeśli poprawki naprawdę działają, gospodarze właśnie przypomnieli, że ten sezon wciąż jest otwarty.