Ferrari pozna Madring przed resztą stawki
W czwartek Leclerc i Hamilton przejadą 200 km po torze, który w F1 zadebiutuje dopiero we wrześniu — kibice mówią o sprytnym ruchu.
Ferrari szykuje na czwartek ruch, o którym będzie głośno w padoku. 9 lipca zespół z Maranello wybiera się na Madring — nowy tor w Madrycie, który w kalendarzu Formuły 1 zadebiutuje dopiero we wrześniu.
Powód to dzień filmowy. Każdy zespół ma w sezonie dwa takie dni i może je wykorzystać, gdzie chce. Ferrari zużyje drugi, ostatni w tym roku, właśnie na Madringu. Charles Leclerc i Lewis Hamilton przejadą tam łącznie 200 kilometrów w tegorocznym SF-26. Formalnie to promocja i nagrania, a nie testy — jazda odbywa się na specjalnych, demonstracyjnych oponach i z limitem kilometrów. Ale efekt uboczny jest oczywisty: obaj kierowcy poznają nowy układ toru wcześniej niż konkurencja.
Kibice od razu nazwali to sprytnym ruchem. Padło słowo „cwaniaki”. Inni bronili Ferrari: skoro tor zaprosił zespół na otwarcie, a przepisy pozwalają zrobić dzień filmowy gdziekolwiek, to nie ma sensu robić z tego afery. Wszystko zgodne z regulaminem. Jedno i drugie jest prawdą — nic tu nie jest złamane, ale niesmak u rywali zostanie.
Ta historia trafia na dobry moment Ferrari. Leclerc wygrał na Silverstone, zespół ma dwie wygrane w trzech ostatnich wyścigach. Cezary Gutowski pisał, że Ferrari odblokowało dodatkową moc dzięki przeróbkom i lepszemu wykorzystaniu energii. W klasyfikacji konstruktorów Ferrari jest drugie z 255 punktami, wciąż za Mercedesem (333), ale dystans topnieje. Jeśli SF-26 faktycznie przyspieszył, wcześniejsza znajomość nowego toru to kolejny mały plus.
Na razie liczy się jednak sezon, który trwa. Najbliżej Spa — za niecałe dwa tygodnie dziesiąta runda. W mistrzostwach kierowców prowadzi Kimi Antonelli ze 179 punktami, przed Georgem Russellem (154) i Lewisem Hamiltonem (147). Madring przyjdzie dopiero we wrześniu. Ferrari po prostu woli być tam pierwsze.