FIA przywraca karę Gasly'emu. Briatore atakuje sędziów
Kara za prędkość w alei serwisowej w Monako wróciła po trzech miesiącach i kosztowała Gasly'ego podium. Szef Alpine podważa bezstronność jednego z sędziów.
Na Monzy trwają piątkowe treningi, ale mówi się głównie o wyścigu sprzed trzech miesięcy.
Międzynarodowy Trybunał Odwoławczy FIA przywrócił Pierre'owi Gasly'emu karę za przekroczenie prędkości w alei serwisowej podczas Grand Prix Monako. Pomiar był wadliwy — między pętlami pomiarowymi wykryto 77 centymetrów rozbieżności. Trybunał uznał jednak, że Alpine nie udowodniło, iż Francuz limitu nie przekroczył. Gasly dojechał w Monako trzeci i był to najlepszy wynik zespołu w tym sezonie. Teraz spada na siódme miejsce, a podium przejmuje Isack Hadjar.
Trudno wytłumaczyć kibicowi, dlaczego za niedokładność systemu pomiarowego płaci kierowca. Gasly nie miał wpływu na to, co pokazały urządzenia. Karę anulowali najpierw sędziowie wyścigu, a Trybunał przywrócił ją po trzech miesiącach. Formalnie procedura się zgadza. Efekt jest taki, że kierowca traci podium przez błąd sprzętu.
Apelację do Trybunału złożyli McLaren i Red Bull. Flavio Briatore odniósł się do tego na konferencji prasowej w Monzy i stwierdził, że jeden z sędziów, Filippo Marchino, jest „mocno związany z McLarenem”. Doradca wykonawczy Alpine wskazał na wystąpienie Marchino w imieniu zespołu w 2018 roku i na samochody McLarena przekazane jego fundacji. To poważny zarzut i wymaga dowodów. Jeśli Briatore je ma, powinien je pokazać. Jeśli nie — szkodzi przede wszystkim sobie. Ale to, że takie pytanie w ogóle pada publicznie, pokazuje, jak mało kibice wiedzą o składzie i procedurach Trybunału.
Dla Alpine to nie drobiazg. Zespół jest piąty wśród konstruktorów z 63 punktami, Gasly dziesiąty w klasyfikacji kierowców z 44. Ekipa ze środka stawki nie odrabia podium w kolejnym wyścigu — takie miejsce zdarza się raz na sezon, jeśli w ogóle.
Do końca sezonu zostało dziesięć rund, a Formuła 1 znów rozmawia nie o ściganiu, tylko o decyzjach sędziów. Kibic ma prawo zapytać, po co ogląda wyścig na żywo, skoro wynik może się zmienić trzy miesiące później.