Nike ma zastąpić Pumę i ubierać ekipę Formuły 1
Umowa ma ruszyć w 2027 roku i objąć stroje pracowników FOM na weekendach wyścigowych. Formuła 1 tego nie potwierdziła.
Nike ma wejść do Formuły 1 w miejsce Pumy — takie doniesienia pojawiły się w tym tygodniu. Umowa miałaby obowiązywać od 2027 roku, ale seria jej nie potwierdziła.
Nie chodzi o logo na bolidzie. Według tych samych doniesień Nike ma ubierać pracowników FOM na weekendach wyścigowych: koszulki, spodnie, buty. Wartości ani długości umowy nikt nie podał, a oficjalne ogłoszenie ma paść dopiero przy GP Las Vegas w listopadzie. Dziś tę rolę pełni Puma, która jest partnerem licencyjnym serii i prowadzi jej sklepy przy torach.
Dlaczego teraz? Bo Formuła 1 dobrze się sprzedaje. Kalendarz na przyszły rok to 24 wyścigi i 10 weekendów ze sprintem — o cztery sprinty więcej niż w tym sezonie. Dla sponsora to po prostu więcej dni z transmisją. W Polsce widać to z innej strony: F1 coraz częściej trafia do mediów, które sportu na co dzień nie pokazują.
Kibicom ten kierunek podoba się dużo mniej. Zapowiedziany na 2027 rok sprint w Monako skwitowali kpinami, a po debiucie Madringu kierowcy narzekali, że nie ma tam gdzie wyprzedzać. Marki liczą inaczej: każdy dodatkowy wyścig to kolejne godziny ich logo na ekranie. Jakość ścigania się w tym rachunku nie liczy.
Tymczasem na torze sezon jest właściwie rozstrzygnięty. Kimi Antonelli ma 292 punkty, o 81 więcej niż George Russell, i osiem wygranych wyścigów w tym roku. Wśród konstruktorów prowadzi Mercedes z 503 punktami, przed Ferrari (358), McLarenem (306) i Red Bullem (275). Następna runda to Baku, 25–27 września — piętnasta z dwudziestu dwóch.
Nike kupowałoby więc nie emocje tego sezonu, tylko zasięg. A zasięgu Formuła 1 ma pod dostatkiem.