F1 po raz pierwszy na Madringu. Williams wraca do barw z 1981 roku
Nikt nie zna nowego toru — zespoły przyjeżdżają bez danych z jazdy. Williams uczci powrót Formuły 1 do Madrytu malowaniem sprzed 45 lat.
W ten weekend Formuła 1 jedzie do Madrytu. To czternasta runda sezonu i pierwszy w historii wyścig na torze Madring.
Nikt w stawce tego toru nie zna. Zespoły mają tylko symulator, żadnych danych z jazdy. Piątkowe treningi znaczą więc więcej niż zwykle, a nietrafionych ustawień nie da się łatwo nadrobić w sobotę.
Williams przy okazji przypomni poprzednią wizytę F1 w Madrycie. Zespół z Grove pojedzie w specjalnym malowaniu nawiązującym do barw z 1981 roku, przygotowanym razem ze sponsorem tytularnym. Oba starty w tym mieście dzieli 45 lat.
Do Madrytu stawka przyjeżdża po Monzy, gdzie wygrał Kimi Antonelli. Przed tamtym wyścigiem Włoch prowadził z dorobkiem 242 punktów, o 59 więcej od George'a Russella. Trzeci Lewis Hamilton miał tyle samo co Russell — 183. Wśród konstruktorów Mercedes miał 425 punktów, Ferrari 338. Po niedzieli obie przewagi urosły. Do końca sezonu, licząc Madryt, zostało dziewięć rund.
Ferrari dostało we wtorek dobrą wiadomość. Według włoskich mediów jednostka napędowa z rozbitego auta Charlesa Leclerca przetrwała wypadek na Monzy. Badania w fabryce wypadły lepiej, niż zakładano po pierwszych oględzinach, choć pełną sprawność trzeba jeszcze sprawdzić na torze. Dla zespołu, który przed Monzą tracił do Mercedesa 87 punktów, liczy się każda uratowana jednostka — kolejne wymiany kończą się karami na starcie.
Ścigają się też młodsi. W programie weekendu jest Formuła 2, a Formuła 3 rozgrywa finał sezonu.
Na nieznanym torze łatwiej o niespodziankę. Na Monzy z pole position ruszył Pierre Gasly, dziesiąty w klasyfikacji kierowców z 44 punktami — tego nie przewidział nikt. W Madrycie żaden zespół nie zacznie z przewagą doświadczenia, bo na tym torze nie jechał jeszcze nikt.