Cała F1 patrzy w jedną stronę — i nie jest to tor
Dzień po kwalifikacjach padok żyje nie czasami z toru, a tym, co Mercedes chowa pod plandeką na Silverstone.
Bywają dni, w których o wynikach mówi się mniej niż o tym, czego jeszcze nie widać. Dziś jest dokładnie taki.
Mercedes rzucił hasło o pakiecie na Silverstone i padok natychmiast przestał rozmawiać o czymkolwiek innym. Nowe dno, nowe przednie skrzydło, domowy tor — w teorii idealna sceneria na przełamanie. W praktyce kibice są podzieleni jak rzadko: jedni już ustawiają Russella na podium, drudzy przypominają, że każdą drugą połowę sezonu Mercedes zaczyna od podobnej obietnicy.
W tle toczy się druga rozmowa, cichsza, ale ciekawsza — o tym, czy Ferrari odpowie własnym update'em i czy McLaren w ogóle musi cokolwiek robić, prowadząc tak pewnie. To pytanie o nerwy: kto zaryzykuje zmiany przed własną publicznością, a kto dowiezie to, co działa.
Na razie wygrywa oczekiwanie. Za kilka dni plandeka zejdzie — i wtedy okaże się, czy to był początek zwrotu, czy kolejny rozdział tej samej, znanej już historii.