Leclerc wygrywa na Silverstone, lider Antonelli bez punktów
Leclerc sięga po pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, ale dzień zapamiętamy przez awarię auta Kimiego Antonellego i finisz za samochodem bezpieczeństwa.
Charles Leclerc wygrał Grand Prix Wielkiej Brytanii — to jego pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Ruszał drugi, ale na starcie minął Antonellego i już nie oddał prowadzenia. Podium dopełnili George Russell i Lewis Hamilton — dla Ferrari to dwa miejsca na podium u siebie i, jak przypominali kibice, okrągłe 250. zwycięstwo zespołu w historii Formuły 1.
Najwięcej stracił ten, kto zaczynał dzień jako faworyt. Kimi Antonelli ruszał z pole position i prowadzi w mistrzostwach, ale w pościgu za Leclerkiem jego auto zaczęło szwankować. Zespół kazał mu zjechać, on został na torze i walczył choćby o jeden punkt. Kibice docenili upór, tyle że skończył bez punktów, a do tego z karą za limity toru. Mimo najgorszego dnia w sezonie wciąż prowadzi: ma 179 punktów, o 25 więcej niż Russell.
Russell przeżył zwrot akcji. Dzień wcześniej pojechał fatalne kwalifikacje u siebie. W wyścigu najpierw miał pecha — wymuszony drugi postój wyrzucił go z walki o podium — a potem szczęście: jako jedyny z czołówki nie zmienił opon pod samochodem bezpieczeństwa i utrzymał drugie miejsce. Ferrari tymczasem ściągnęło Hamiltona po miękkie opony i samo oddało pewny dublet. Brytyjczyk spadł na trzecie miejsce, a decyzję zespołu wielu kibiców ostro skrytykowało.
Samochód bezpieczeństwa wyjechał po tym, jak z toru wypadł Max Verstappen. Znów, podobnie jak w Austrii, zawiodło tylne skrzydło. Holender nie krył frustracji, a w Red Bullu zaraz po wyścigu ruszyły rozmowy — pytania o jego przyszłość w zespole wróciły. Wyścig zakończył się za samochodem bezpieczeństwa, co wielu kibiców przyjęło z rozczarowaniem.
Dla Ferrari to odpowiedź, na którą czekali w Maranello po fatalnej Austrii sprzed tygodnia. W klasyfikacji konstruktorów Mercedes wciąż prowadzi z 333 punktami, ale Ferrari z 255 jest drugie i znów groźne. Za dwa tygodnie Spa i weekend ze sprintem. Jeśli Mercedes wróci do formy, Antonelli obroni prowadzenie; jeśli nie — Ferrari ma po czym budować.