Red Bull wraca do domu, a w tabeli jest dopiero czwarty
Na czele sezonu Mercedes i Kimi Antonelli, tuż za nimi odrodzony Lewis Hamilton. Zimą takiej kolejności nie typował prawie nikt.
Po dwóch tygodniach przerwy Formuła 1 wraca do ścigania. Stawka jedzie na Red Bull Ring, gdzie 26–28 czerwca odbędzie się GP Austrii — ósma runda z dwudziestu dwóch. Z jednym haczykiem: gospodarze przyjeżdżają na własny tor dopiero jako czwarty zespół sezonu.
Tabela nie zostawia wątpliwości. U konstruktorów prowadzi Mercedes z 262 punktami, przed Ferrari (190) i McLarenem (141). Red Bull ma 89 punktów i czwarte miejsce — to już ponad 170 punktów straty do lidera. Wśród kierowców prowadzi Kimi Antonelli ze 156 punktami, a Max Verstappen jest dopiero siódmy, z dorobkiem 55. Na torze, który nosi nazwę jego zespołu, to musi boleć.
Po drugiej stronie jest Lewis Hamilton, który w Ferrari odzyskał formę z najlepszych lat. Po wygranej w Barcelonie zajmuje drugie miejsce ze 115 punktami i traci do Antonellego 41. W dwóch ostatnich wyścigach zdobył tyle samo punktów, co cały Mercedes. Przejście do Ferrari, które przed rokiem wielu uznawało za ryzykowne, w drugim sezonie wygląda na trafioną decyzję.
W tle wraca temat silników. Szef motorsportu w Hondzie Koji Watanabe zapewnił, że firma się nie poddaje i będzie dalej rozwijać jednostkę napędową. To przypomnienie, że reset przepisów na 2026 rok jednych ustawił z przodu, a innym zostawił sporo do odrobienia — i że nie wszystko rozstrzyga się na torze.
Austria będzie testem. Czy ta kolejność to już porządek na dłużej, czy tylko etap, na którym Red Bull u siebie postawi się reszcie? Odpowiedź poznamy w niedzielę.