McLaren wiezie ulepszenia na Węgry, Mercedes łata usterki
Grand Prix Węgier to ostatnia runda przed wakacjami — i test, kto jeszcze walczy o tempo, a kto już myśli o drugiej połowie sezonu.
Do przerwy w sezonie została jedna runda. Grand Prix Węgier to ostatni wyścig przed wakacjami, więc zespoły już ustawiają się pod drugą połowę roku. Widać to po tym, kto przywozi ulepszenia, a kto woli poczekać.
McLaren zapowiedział na Węgry nowy pakiet — nową podłogę i kilka zmian w aerodynamice. Kolejne nowości mają przyjść po przerwie, w Zandvoort. W klasyfikacji konstruktorów McLaren jest trzeci z 195 punktami i goni Ferrari, które ma 285. Rozwój bolidu to dla niego sposób, żeby tę stratę odrabiać.
Inaczej mówi Mercedes. Toto Wolff w zapowiedzi Węgier nie wspomina o ulepszeniach, tylko o usuwaniu usterek i problemów z niezawodnością. Duży pakiet poprawek ma przyjść dopiero po wakacjach. Mercedes może sobie na to pozwolić: prowadzi w klasyfikacji konstruktorów z 358 punktami, a Kimi Antonelli jest liderem wśród kierowców z 204 punktami. Priorytetem jest teraz pewność, że bolid dojedzie do mety, a nie kolejne dziesiąte części sekundy.
Ferrari też może coś przywieźć. Pojawiają się informacje o nowym skrzydle, które ma wycisnąć maksimum z tegorocznego SF-26. To istotne, bo wewnątrz zespołu robi się gorąco. W Belgii Charles Leclerc dojechał drugi, Lewis Hamilton czwarty, a kibice zwracają uwagę, że rywalizację obu kierowców słychać już w komunikatach przez radio. Hamilton jest wprawdzie drugi w klasyfikacji kierowców ze 159 punktami, ale na torze Leclerc coraz częściej jest szybszy.
Węgry pokażą, ile te decyzje są warte. Mercedes gra na spokojnie, bo ma zapas. McLaren i Ferrari muszą gonić, więc rozwijają bolidy już teraz. Ostatnia runda przed przerwą to dobry moment, żeby zyskać przewagę — albo ją stracić na długie tygodnie.