Antonelli wygrywa sprint, a kibice kłócą się o „jojo” ściganie
Kimi ominął Hamiltona na prostej dzięki energii z baterii, nie w walce koło w koło — i to podzieliło trybuny bardziej niż sam wynik.
Kimi Antonelli wygrał sobotni sprint na Silverstone. To pierwsze takie zwycięstwo w jego karierze, a przy okazji został najmłodszym zwycięzcą sprintu w historii. Ale w sieci mówiono nie o wyniku, tylko o tym, jak Antonelli minął Hamiltona.
Na prostej Hangar Włoch nie tyle wyprzedził Brytyjczyka, co go ominął. Bez walki koło w koło, bez zwodów. Wjechał obok i pojechał dalej. Cezary Gutowski napisał wprost, że to nie było wyprzedzanie, tylko ominięcie, a przewaga Mercedesa okazała się miażdżąca i czysto energetyczna.
Powód tkwi w baterii. Jak tłumaczyli komentatorzy, w kwalifikacjach kierowca odzyskuje mniej energii niż w wyścigu, a w trybie wyprzedzania ma jej do dyspozycji jeszcze więcej. Dlatego dzień wcześniej Hamilton wywalczył pole o jedenaście tysięcznych sekundy, a w sprincie nie miał szans. Reguły 2026 przesunęły ściganie z zakrętów na zarządzanie energią na prostych.
I tu zaczęła się awantura. Część kibiców nazwała to „jojo” ściganiem: raz jeden ucieka na prostej, raz drugi, a prawdziwej walki nie ma. Jedni pisali, że to się źle ogląda, i porównywali rzecz do Formuły E na pełnej mocy. Inni bronili nowej formuły — przynajmniej jest tasowanie, bolidy jadą blisko siebie, a przy tak wyrównanych kwalifikacjach dawniej wyścig byłby martwy. Gutowski uznał, że nowa Formuła 1 się w tej sytuacji sprawdza. Grzegorz Jazienicki ujął to najzgrabniej: z jednej strony nic z tego nie rozumiesz, z drugiej szkoda mrugnąć.
Za Antonellim sprint skończył Hamilton, a trzeci był Lando Norris, który zyskał świetnym startem i obronił się przed Russellem. Charles Leclerc spadł po starcie na siódmą pozycję, ale dowiózł punkty. Osobny wątek to starty Red Bulla — kierowcy zespołu znów tracili przed pierwszym zakrętem.
W mistrzostwach Antonelli i tak był już liderem. Przed sprintem miał 171 punktów, czterdzieści przed Russellem i czterdzieści sześć przed Hamiltonem. Sprintowe zwycięstwo tylko powiększyło tę przewagę. Prawdziwe pytanie tego weekendu nie dotyczy jednak tabeli. Dotyczy tego, czy niedzielny wyścig będzie walką kierowców, czy pojedynkiem lepiej naładowanych baterii.