F1 chce lżejszych bolidów i wraca temat tankowania
Raport The Race rozgrzał kibiców: jedni chcą tankowania z powrotem, inni przypominają, po co kiedyś je skasowano.
F1 dopiero co weszła w nowe przepisy na 2026 rok, a już mówi się o tym, co przyjdzie później. Według doniesień, które w sobotę obiegły sieć, FIA chce, żeby bolidy kolejnej generacji były o około 100 kg lżejsze od obecnych. W tym samym raporcie wróciło stare hasło: tankowanie w trakcie wyścigu.
To wystarczyło, żeby zawrzało. Najgłośniej zrobiło się wokół tankowania, bo ten temat dzieli kibiców od lat.
Lżejsze auta to postulat, pod którym podpisze się prawie każdy. Obecne bolidy są ciężkie i duże, przez co gorzej się prowadzą i trudniej nimi wyprzedzać. Zdjęcie stu kilogramów brzmi jak krok w dobrą stronę — pytanie tylko, czy da się to pogodzić z jednostkami hybrydowymi i wymogami bezpieczeństwa.
Tankowanie to inna sprawa. F1 zrezygnowała z niego po sezonie 2009 i od 2010 roku kierowcy jadą cały wyścig na jednym baku. Powód był prosty: gdy o kolejności decydowały strategie tankowania, wyprzedzało się głównie w alei serwisowej, a nie na torze. Dlatego część kibiców od razu ostudziła zapał — sam powrót tankowania nie zrobi wyścigów ciekawszych, to już raz przerabialiśmy. Inni widzą w tym powrót klasyki i szybszych, lżejszych aut na starcie.
Na razie to jednak doniesienia i plany, a nie decyzje. FIA analizuje różne warianty przepisów, które wejdą w życie dopiero za kilka lat. Do tego czasu wiele może się zmienić.
Zanim cokolwiek się przesądzi, trwa sezon. Za dwa tygodnie kierowcy jadą do Spa na dziesiątą rundę. W klasyfikacji prowadzi Kimi Antonelli ze 179 punktami, przed Georgem Russellem (154) i Lewisem Hamiltonem (147). I to ta walka liczy się teraz najbardziej — reszta to wciąż plany, nie decyzje.