Antonelli wygrał na Monzy po starcie z 19. pola
Mercedes wymienił mu jednostkę napędową akurat przed domowym wyścigiem i przyjął karę. Rachunek się zgadzał.
Kimi Antonelli wygrał Grand Prix Włoch. Startował z dziewiętnastego pola.
Mercedes wymienił mu przed weekendem całą jednostkę napędową i przyjął za to karę. Toto Wolff tłumaczył, że z wyliczeń zespołu na najlepsze miejsce na taki ruch wyszła akurat Monza. Brzmiało to ryzykownie — Antonelli jest Włochem, to jego domowy wyścig. W niedzielę wyliczenia się obroniły.
Straty miał w ten weekend odrabiać kto inny. Po piątku i sobocie lepiej stał George Russell, a to on stracił do kolegi z zespołu kolejne punkty.
Najgłośniej komentowano jeden moment: Max Verstappen bronił się przed Antonellim krócej, niż można było się spodziewać. W sieci od razu poszły żarty, że Holender woli przepuścić Włocha niż Russella. Więcej w tym zabawy niż analizy, choć wyprzedzało się tam rzeczywiście łatwiej niż zwykle w starciu z Verstappenem.
Pierre Gasly startował z pole position, pierwszego w karierze. Wygranej z tego nie było.
Liczby przed Monzą: Antonelli prowadził z dorobkiem 242 punktów i przewagą 59 nad Russellem, trzeci Lewis Hamilton miał tyle samo co Russell. U konstruktorów Mercedes miał 425 punktów, o 87 więcej od Ferrari. Po niedzieli obie przewagi urosły.
Osobno restart po czerwonej fladze. Yuki Tsunoda miał ustawić się w niewłaściwym polu i stawka pojechała dodatkowe okrążenie rozgrzewkowe. Sędziowie kary nie nałożyli. Dyrektor wyścigu przyznał, że dodatkowe okrążenie zarządził z ostrożności, a Tsunoda stał tam, gdzie powinien. Audi zapowiada apelację. Trzy dni wcześniej Trybunał FIA odebrał Gasly'emu podium, które wywalczył trzy miesiące temu w Monako. Kibic ma prawo mieć dość tego, że wyniki wyścigów poznaje się na raty.
Antonelli wygrał na własnym torze wyścig, w którym miał tylko ograniczać straty. Do końca sezonu zostało dziewięć rund. Pierwsza z nich, Grand Prix Madrytu, już w przyszły weekend.