Russell nie wygrał od czerwca. Wolff nie wie dlaczego
W Mercedesie jeden kierowca ma osiem zwycięstw, drugi dwa. Samochód ten sam.
Mercedes prowadzi w klasyfikacji konstruktorów z 503 punktami. Z tego 292 zdobył Kimi Antonelli, 211 George Russell. Ten sam zespół, ten sam samochód, różnica 81 punktów.
Reszta bilansu wygląda podobnie. Po czternastu rundach Antonelli ma osiem zwycięstw, Russell dwa. Podiów — dwanaście do siedmiu. W bezpośrednich starciach na mecie jest 10:4 dla Antonellego.
Moment, w którym Russell się zatrzymał, da się wskazać co do wyścigu. Wygrał Grand Prix Austrii 28 czerwca, w ósmej rundzie. Potem przejechał sześć wyścigów: drugie miejsce w Wielkiej Brytanii, brak punktów w Belgii, siódme na Węgrzech, trzecie w Holandii, drugie we Włoszech, piąte w Madrycie. Antonelli w tym samym czasie wygrał trzy razy.
To nie jest zapaść. Russell wciąż regularnie kończy w czołówce. Tyle że w aucie, które w tym sezonie wygrywa wyścigi, drugie i trzecie miejsca nie wystarczają.
Toto Wolff mówił w tym tygodniu, że kierowcę czasem trzeba wesprzeć, a czasem docisnąć — ale sam nie potrafi powiedzieć, gdzie podziała się forma Russella. Zwykle w takich sytuacjach zespół tłumaczy się samochodem. Tutaj nie ma czym: po drugiej stronie garażu wszystko działa.
W opublikowanym w tym tygodniu zestawieniu tegorocznych pojedynków zespołowych Mercedes ma jedną z największych różnic w wyścigach. W kwalifikacjach widać ją znacznie słabiej: 8:6 dla Antonellego, przy średniej różnicy 0,108 sekundy. Problem zaczyna się w niedzielę.
Za tydzień Baku, 25–27 września — piętnasta runda z dwudziestu dwóch. Do końca sezonu zostało osiem wyścigów. O tytuł Russell już nie gra. Gra o to, żeby nie zamknąć roku jako kierowca, który w najlepszym aucie stawki przegrał z kolegą z zespołu o ponad 80 punktów.